Autor dzieła:
Miejsce:
Epoka:
Audiodeskrypcja dzieła
U schyłku XIX wieku sztuka odeszła od dawnych wzorców idąc w stronę nowoczesności. We Francji impresjoniści rozszczepiali światło na barwy podstawowe i starali się uchwycić wrażenie chwili malując pejzaże o różnych porach dnia. Równolegle inni na pierwszy plan wysunęli nie tyle oddziaływanie światła, czyli zagadnienia czysto malarskie, co sam temat, czyli treść obrazów. Brali ją na warsztat artyści, którzy odwoływali się do dawnych mistrzów, jak choćby londyńscy prerafaelici. Był to czas, gdy opadł zachwyt nad rozwojem techniki, a narodziła się potrzeba duchowości. W Polsce przede wszystkim wyrażano tęsknotę za wolnością i odrodzeniem państwowości. Młodopolscy artyści, podobnie jak artyści analogicznych nurtów w innych krajach, uważali, że prawdziwie ludzkie wartości zostały zaprzepaszczone, a materializm i rozwój uprzemysłowienia doprowadzą świat do katastrofy. Schyłek wieku nastrajał pesymistycznie. Ratunkiem mogło być odrodzenie duchowości. Zwrócono się ku symbolizmowi, jako nośnikowi tego, co naprawdę ważne.
Kiedy w drugiej połowie XIX wieku Olga Boznańska przyszła na świat, nie był on jeszcze gotów na wspieranie utalentowanych kobiet. Na szczęście Olga, urodzona w Krakowie 15 kwietnia 1865 roku, miała światłych i kochających rodziców, którzy odkryli jej talent plastyczny jeszcze, gdy była dzieckiem. Jej siostra była utalentowana muzycznie i obie dziewczynki najpierw uczyły się w domu, a ich nauczycielką była matka z pochodzenia Francuzka, która równocześnie zadbała, by dziewczynki uczyły się języków obcych. Okazało się to bardzo pomocne w przyszłości. Dorastając i rozwijając swoje uzdolnienia Olga uczyła się w pracowniach krakowskich artystów, m.in. Kazimierza Pochwalskiego i Józefa Siedleckiego. Uczęszczała też na Wyższe Kursy dla Kobiet Adriana Baranieckiego. Akademia Sztuk Pięknych kobiet nie przyjmowała.
Wkrótce stało się oczywiste, że dostępne w Krakowie możliwości uczenia się nie są na miarę jej talentu. Ojciec wyraził zgodę, by wyjechała do Monachium. Tam mógł jej zapewnić opiekę, a miasto to wydawało mu się odpowiedniejsze dla młodej kobiety niż Paryż. Znał Józefa Brandta, którego mógł prosić o pomoc, a który należał do kolonii polskich artystów działających w stolicy Bawarii. Boznańska zaczęła naukę u cenionych pedagogów, równocześnie studiując bogate kolekcje sztuki. W Pinakotece kopiowała dzieła starych mistrzów zachwycając się hiszpańskim malarstwem, a szczególnie obrazami Velazqueza. Twierdziła potem, że właśnie tam nauczyła się malować.
Czas spędzony w Niemczech był dla niej bardzo szczęśliwy. To tam namalowała swój jeden z najbardziej cenionych obrazów – portret Paula Nauena – który później został uhonorowany złotym medalem w Wiedniu w 1896 roku. Przedstawiła na nim zblazowanego artystę-dekadenta siedzącego swobodnie na kanapie w płaszczu z postawionym kołnierzem. Wystawiony po raz pierwszy w styczniu 1894 roku został skrytykowany nie za walory malarskie, a z uwagi na charakter mężczyzny. Boznańska świetnie oddała jego nastawienie do świata. Zawsze zależało jej na uchwyceniu prawdy o modelu bez upiększania wizerunku. Jednak sposób, w jaki malowała sprawiał, że osoba portretowana stawała się interesująca. Zyskiwała coś, co przyciągało uwagę. Wystarczyło stanąć na chwilę przed obrazem, by dać sobie szansę na dostrzeżenie szczegółów i odczucie atmosfery.
Portrety były jej ulubionym tematem. Lubiła malować we wnętrzu i przy naturalnym świetle. Każdy obraz wymagał wielu sesji pozowania. Umawiała się z modelem co najmniej kilkanaście razy. Bywało, że takich posiedzeń było i czterdzieści. Nie interesowało jej studiowanie światła na otwartych przestrzeniach, co czynili impresjoniści. Ponoć powiedziała kiedyś – A czy pejzaż mogę tu przyprowadzić, by pozował na kanapie? – Martwe natury powstawały najczęściej wtedy, gdy czekała na przyjście kolejnego modela. Po za tym lubiła malować kwiaty i do kompozycji czasem wprowadzała jakiś drobiazg japoński ulegając ówczesnej fascynacji sztuką tego kraju.
Żyła bardzo skromnie. Tak samo jak w Monachium, w Paryżu, gdzie przeniosła się na stałe w 1898 roku, swoją aktywność ograniczała do pracowni. Odwiedzało ją tam wielu gości, niektórzy z nich szukając pomocy, nadużywali jej słynnej dobroci. Razem z nią mieszkały zwierzęta, o które troskliwie dbała, włączając w to nawet zamieszkujące pracownię myszy. Wieczorami stawiała lampy naftowe na podłodze, by nie nadepnąć na jakieś stworzenie. Do światła elektrycznego nie dawała się przekonać, podobnie jak konsekwentnie trzymała się jednego rodzaju ubioru i nosiła długie suknie czesząc się w kok w czasie, gdy wszystkie kobiety skracały sukienki i ścinały włosy. Jej widok na ulicy wydawał się wtedy dziwaczny, a że pod koniec życia, po śmierci ukochanego ojca i na skutek zawieruch wojennych utraciła źródło stałego dochodu (przez wiele lat była nim kamienica czynszowa w Krakowie), tym bardziej zamknęła się w swojej pracowni, gdzie w końcu zmarła w 1940 roku jako samotna nędzarka. Nie wychowała następców.
Jednym z jej najbardziej znanych obrazów jest „Dziewczynka z chryzantemami”. Powstał w okresie monachijskim w 1894 roku. Był ostatnim z cyklu portretów nieznanej nam teraz dziewczynki. Boznańska malowała ją na przestrzeni lat 1890-1894. Najpierw uwieczniła z białą chusteczką, później przytuloną do mamy. Można w nim dostrzec zafascynowanie Boznańskiej sztuką Velazqueza, który ma w swoim dorobku portrety infantek i twórczością Jamesa Whistlera, malarza kameralnych portretów. Jest bardzo charakterystyczny dla twórczości malarki ze względu na temat (kameralny portret) i sposób malowania pozbawiony rysunkowych konturów, bardzo malarski dzięki niedopowiedzianym śladom pędzla operującego miękkimi plamami, miejscami z efektem półprzezroczystym, owiewając całość jakby lekką mgłą.
Obraz jest niewielki, ma osiemdziesiąt osiem i pół centymetra wysokości i sześćdziesiąt dziewięć centymetrów szerokości. Autorka przedstawiła na nim dziewczynkę stojącą na tle płaskiej ściany na wprost widza, ukazaną mniej więcej do 2/3 wysokości postaci. Ma miękkie złocistorude puszyste włosy, zakrywające częściowo czoło i sięgające do ramion. Okolona nimi blada twarzyczka przykuwa uwagę siłą atramentowej czerni oczu i serduszkiem różowych ust. Ubrana jest w skromną, szaroniebieską sukienkę o bufiastych do łokci, a poniżej wąskich rękawach. Pod szyją sukienka zaczyna się gładkim karczkiem, do którego przymarszczony jest wełniany lub grubszy materiał opadający swobodnie do dołu. Zdecydowane, widoczne ślady pędzla, nakładające farbę jasnoniebiesko-szarą i ciemną prawie czarną, tworzą przestrzenną strukturę materii.
Dziewczynka patrzy wprost przed siebie. Ręce trzyma opuszczone przed sobą, lekko ugięte w łokciach. W zaróżowionych palcach, splecionych ciasno w koszyczek, trzyma kilka kwiatów. Są to charakterystyczne dla sztuki Japonii pierzaste białe chryzantemy. Mają długie zielone bezlistne łodygi wciśnięte jakby mimochodem w złożone dłonie namalowane szybkimi ruchami pędzla bez szczegółowości. Kwiaty przechylają się na lewą stronę, mieszcząc swoje ekspresyjnie malowane rozwichrzone białe korony na wysokości prawej piersi i bufiastego rękawa dziewczynki. Przeciwwagę kompozycyjną w obrazie stanowi cień, który wyrazistą plamą przywodzącą ma myśl kształt skrzydła, kładzie się w tle po prawej stronie. Jego kształt o poszarpanych brzegach wydaje się tak dramatyczny, że wzmaga uczucie niepokoju gdy patrzy się na obraz.
Boznańska takim przedstawieniem dziecka odeszła od obowiązującego wtedy kanonu portretowego. Z reguły wystrojone dzieci pozowały w bogatych wnętrzach, które były okazją do pokazania statusu rodziny. W salonie lub w ogrodzie ukazywane były wśród atrybutów mówiących coś o ich życiu. Przedmioty i sceneria mówiły za nie. Boznańska postawiła sobie trudniejsze zadanie. Całą historię o sobie ma opowiedzieć sam model. Nasza dziewczynka nie ma wokół żadnej perspektywy. Stoi na tle płaskiej ściany. Płaskiej, a jednak wyraziście malowanej. Na jej powierzchnię składają się szybkie uderzenia pędzla – prawie jednolite kolorystycznie w przeważającej jasnoszarej części a ekspresyjnie, szybkie (niedokładne) o poszarpanych brzegach, w partii cienia. Farba kładziona jest cienko. Pozostawione odkryte fragmenty tektury działają złocisto-rudawym kolorem, który koresponduje z barwą włosów. Kształt cienia i kontrasty kolorystyczne (ciepła złotawa rudość podkreślająca odcienie chłodnej szarości, od zimnej prawie białej do neutralnej niebieskawej) sprawiają, że bardziej czujemy napięcie w oczach dziewczynki sugerujących niewypowiedzianą tajemnicę. My, współcześni, w dobie licznych przestępstw w stosunku do dzieci, możemy odczytywać to jak wołanie o pomoc. Ta bladość, te zaciśnięte aż do zaróżowienia palce i nieruchomo wpatrzone w widza, bezmiernie atramentowe oczy, mogłyby wołać – uratuj mnie. Trochę łagodzą sytuację usta. Koralowe, o pełnym kształcie przypominającym serduszko, wolne są od zaciśnięcia w napięciu. Czy zatem dziewczynka jest tylko onieśmielona sytuacją pozowania u znanej malarki? Napięta koniecznością wytrwania w bezruchu? Tak działają psychologiczne portrety Boznańskiej. Pozwalają nam wniknąć w wewnętrzny świat postaci i równocześnie przyjrzeć się sobie. Prawdziwa sztuka oddziałuje wzbudzając w widzu emocje.
Olga Boznańska znana jest z tworzenia psychologicznych portretów. Na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Krakowie można przeczytać: „Portret emanuje nastrojem zamyślenia, smutku, tajemnicy i niedopowiedzenia, zbliżonym do aury znanych i cenionych przez Boznańską wierszy Maurice’a Maeterlincka”. Pisano o tym podobieństwie już w 1896 roku na łamach paryskiej gazety „dziewczynka o dziwnych, niepokojących oczach, jakby kroplach atramentu, które zdają się wylewać na chorobliwie bladą twarz, współczesny ideał postaci Maeterlincka”. I dalej „Jest to dziecko enigmatyczne, które doprowadza do szaleństwa tych, co mu się zanadto przypatrują (…) i jest to tak przerażająca dziewczynka, tak jasna i biała, że budzi dreszcz”. Jak to bywa z dziełami sztuki, widz poprzez swoje doświadczenia filtruje i następnie interpretuje to, co widzi na obrazie. Z końcem wieku, w nastroju dekadencji i przez pryzmat poezji, ta dziewczynka w szarościach patrzyła szczególnie przenikliwie.
Do ukazania wielu emocji Boznańska nie potrzebuje całej palety barw. Kolorystykę tego obrazu można porównać do odcieni wilgotnego listopadowego poranka. Przez szarą mgłę, gęstą jak przybrudzona wata, nie przebija się słońce. Zeschnięte liście mają kolorystykę podobną do włosów modelki i plam niezamalowanej tektury, które gdzieniegdzie przebijają z tła nie do końca pokrytego farbą. Niektóre odcienie szarości, są niebieskawe jak pióra gołębia. Wszystko to wywołuje nastrój melancholii, a świdrujące ciemne duże oczy dziewczynki dodatkowo wprowadzają niepokój i nieokreślone napięcie.
Boznańska jako podobrazia zwykle używała zagruntowanej tektury. Taki materiał, jeżeli jest dobrze przygotowany, może przetrwać wieki, a jego zaletą jest wielka elastyczność. Jest czymś pomiędzy deską a płótnem. W 2014 roku przed dużą rocznicową wystawą Boznańskiej w Muzeum Narodowym w Krakowie, przeprowadzona została szczegółowa renowacja kilku obrazów, m.in. „Dziewczynki z chryzantemami”. Pozwoliło to podejrzeć warsztat artystki i odkryć kolejne fazy malowania. Jej tektury bywały ledwie pokryte klejem zwierzęcym ukazując kolor ugrowy – ciepły jak glina. Łatwiej było malować na takiej powierzchni niż na zimnej bieli. Pierwsze warstwy Boznańska kładła szerokim pędzlem i wolała farby odtłuszczone, by były wyraźniejsze. Jej słynne szarości nie były pozbawieniem koloru, a powstawały z nakładania mieszanki wielu różnych barw. Dzięki temu uzyskiwała tak wiele ich odcieni. Pod pociemniałym werniksem konserwatorzy odkryli całą gamę kolorów. Nakładając farbę używała pędzli szczecinowych z mocnego włosia. I nie rysowała najpierw lecz od razu szkicowała farbą olejną. Dość żywiołowo rozprowadzała ją w różnych kierunkach, by następnie drobnymi dotknięciami poszukiwać właściwego koloru i pasującego odcienia. Malowała plamami nakładanymi na siebie, często półprzezroczystymi. Gdzieniegdzie ma się wrażenie, że można je poczuć pod palcami tak są konkretne. Najczęściej pozbawione ograniczających granic zarysowanych konturów, nachodząc na siebie dając efekt zamglenia.
Nie wiadomo kim była sportretowana dziewczynka, nie znamy obecnie jej tożsamości, ale jest pewne, że była także na innych obrazach. Na tym namalowanym rok wcześniej można ją poznać, gdy w tej samej sukience pozuje na kolanach matki i tak samo intensywnie wpatruje się w widza. Jednak dopiero stojąc samotnie pod ścianą wywiera na nas tak mocne wrażenie. A wszystko to dzięki sile malarstwa Olgi Boznańskiej.
Katarzyna Kaczmarek
Bibliografia
„Malarstwo polskie. Symbolizm i Młoda Polska”, Irena Kossowska i Łukasz Kossowski Wydawnictwo „Arkady”, 2011
Przewodnik wystawy „Olga Boznańska (1865-1940), Ewa Bobrowska, Urszula Kozakowska-Zaucha, Muzeum Narodowe w Krakowie, 2014.
Olga Boznańska o sobie samej » Niezła sztuka
https://niezlasztuka.net/o-sztuce/olga-boznanska-o-sobie-samej/
Panna de Boznańska – ekscentryczna, niezależna ... - Niezła sztuka
https://niezlasztuka.net/.../olga-boznanska-ekscentryczna-niezalezna-portrecistka-psyc...
Olga Boznańska „Dziewczynka z chryzantemami” - Niezła sztuka
https://niezlasztuka.net/o-sztuce/olga-boznanska-dziewczynka-z-chryzantemami/
„Dziewczyna z chryzantemami Olgi Boznańskiej – Osaczona. Uwagi o spojrzeniu”, Agnieszka Skalska:
DZIEWCZYNKA Z CHRYZANTEMAMI OLGI BOZNAŃSKIEJ ...
https://repozytorium.amu.edu.pl/.../05_Agnieszka_Skalska_DZIEWCZYNKA%20Z%...
„Erozja raju”, Artur Strug:
www.ethos.lublin.pl/images/media/products/Pojedyncze.artykuly/108Strug.pdf
- „Olga Boznańska – malarka ciszy”, Muzeum Narodowe w Krakowie:
Olga Boznańska - malarka ciszy - Muzeum Narodowe w Krakowie
https://mnk.pl/zbiory/olga-boznanska-malarka-ciszy
- „Boznańska malowała duszę portretowanego”, Polskie Radio – audycja:
Olga Boznańska - malowała duszę portretowanego - Polskie Radio
https://www.polskieradio.pl/.../1419298,Olga-Boznanska-malowala-dusze-portretowa...
„Techniki dawnych mistrzów. Olga Boznańska – warsztat malarski” – voynichgrullo.blogspot.com:









