Autor dzieła:
Miejsce:
Epoka:
Audiodeskrypcja dzieła
Okres II wojny światowej całkowicie przemodelował paryskie środowisko artystyczne. Wielu twórców wcześniej lub później wyjechało za ocean. Uciekali przed działaniami wojennymi, nazizmem i wyniszczającą biedą. Ameryka stała się ich schronieniem, a centrum sztuki okrzyknięto Nowy Jork. Tam wątki rozpoczęte w Europie zostały rozwinięte i wytyczały nowe kierunki w sztuce.
W latach czterdziestych w twórczości jednego z artystów splótł się surrealizm z ekspresjonizmem abstrakcyjnym. Pierwszy z tych kierunków ma swoje korzenie w Paryżu na początku lat dwudziestych i wyrósł z zafascynowania działaniem podświadomości. Drugi narodził się chwilę wcześniej, w 1919 roku, jako określenie nieprzedstawiających, abstrakcyjnych dzieł niemieckich ekspresjonistów. Tym artystą, który z tego połączenia stworzył nową całość był Jackson Pollock.
Urodził się w 1912 roku w Cody w stanie Wyoming. Był najmłodszym z pięciorga dzieci. Rodzice zajmowali się rolnictwem. Z czasem, gdy ojciec został geodetą, rodzina zaczęła przenosić się ze stanu do stanu. Dzięki tym przeprowadzkom Jackson zetknął się z Indianami i zafascynowała go ich kultura. W Los Angeles rozpoczął naukę w liceum plastycznym, ale z powodu złego zachowania, został usunięty ze szkoły. Kontynuował edukację w liceum ogólnokształcącym, a na studia przeniósł się z bratem do Nowego Jorku. Razem studiowali malarstwo klasyczne w Amerykańskiej Akademii Sztuk Pięknych.
Po krótkim okresie zafascynowania surrealizmem, który to etap przechodziło zresztą wielu artystów, Pollock spróbował malarstwa figuratywnego, by w końcu zainteresować się eksperymentowaniem z techniką malarską meksykańskiego malarza Davida Alfaro Siqueirosa. Bardzo spodobało mu się tworzenie obrazów za pomocą lania farby.
Krokiem milowym w jego rozwoju artystycznym było małżeństwo z Lee Krasner. To ona jako pierwsza zaczęła malować kropiąc farbą nad płótnem i używając spontanicznych malarskich gestów. Tak jak surrealiści uwolnili wyobraźnię, tak ekspresjoniści abstrakcyjni uwolnili gest. Sztuka wyzwoliła się ze wszystkich ograniczeń. Twórczość jednego artysty była stopniem, po którym wspinali się następni. Taką pożywką dla Pollocka stała się sztuka Krasner. Teraz słychać opinie, że była lepszą malarką od niego.
W dużej stodole koło domu, Pollock rozkładał na ziemi wielkie płótna, by lać na nie farbę z wysokiej drabiny. Wykorzystywał do tego celu farby przemysłowe. Rozcierał je rękami i roznosił stopami. Wszelkie zasady straciły rację bytu. Używał wprawdzie też pędzli, ale wolał rozlewać farby z puszki na różne sposoby. Interesowała go linia i eksperymentując stworzył nowy rodzaj automatyzmu. Sztuką był gest na równi z efektem malarskim. Przez to obraz stawał się dziełem zarówno przestrzennym, jak i istniejącym w czasie. Tak potraktowany – ożywał. Każdy jego fragment miał takie samo znaczenie.
Pollock nie nadawał tytułów obrazom. Numerował je tylko, by były jakoś rozróżniane. Nie chciał narzucać widzom interpretacji. Numer 1 z 1949 r. ma wymiary 160 na 259 cm. Znajduje się w teraz w kolekcji Museum of Contemporary Art (MOCA) w Los Angeles Został namalowany typową dla Pollocka metodą drippingu polegającą na wychlapywaniu, rozpryskiwaniu, a nawet rzucaniu farby wprost na rozłożone płótno. Artysta użył stosowanych do remontów farb w puszkach. Były to szybkoschnące emalie, które pozwalały na tworzenie plątaniny ciągów linii i plam. Wylewane były z pewnej wysokości na płótno swobodnie leżące na ziemi. Nie było naciągnięte na blejtram, więc jego ostateczne granice wyznaczyła rama, w którą został oprawiony po skończeniu. Na etapie tworzenia, każdy fragment powstawał na równi z innymi. Brak tu czegoś, co można by nazwać głównym tematem, czegoś, co dominuje i przyciąga wzrok prowadząc ku odczytaniu treści. Tu jest gąszcz. Plątanina jakby nici rozwiniętych z kłębków, które zmierzwiły szalone koty. Albo mikroświat komórek i połączeń nerwowych, albo kabli wewnątrz jakiejś wysoce skomplikowanej maszyny. Coś, co tworzy chaos o jednolitym zagęszczeniu i zwartej strukturze.
Ta gmatwanina cieków farb składa się z wielu kolorów. Na wierzchu najwyraźniej widać linie białe, a z najgłębszej warstwy przebija czerń. Była pewnie lana jako pierwsza, a potem następne kolory ją przykrywały. Została dla nich podkładem. Obok bieli wijącej się na pierwszym planie, jaśnieją linie błękitu. Przeplatają się wzajemnie a pomiędzy nimi żółcą się plamy ugru i widać ślady różu. Gdzieś na średnim poziomie plącze się z bielą i błękitem chabrowy niebieski.
Patrząc z bliska wygląda to trochę jak gąszcz zwartych ciemnych gałęzi, po wierzchu pokrytych siatką pajęczą jasnych kolorów. Patrząc z oddalenia widać różną grubość wylewanych strużek farb. Jedne cienieją urywając się na chwilę, by już za moment odnaleźć swój ślad. Inne spadając jak kleks stają się bardziej plamą niż linią. Całość trochę rzednie przy samych krawędziach, przycięta ostatecznie ramą obrazu.
W kolejnych latach Pollock wprowadzał do swoich obrazów pewne elementy figuratywne. Nadal malował metodą drippinu. Dla obserwujących go podczas pracy, artysta wydawał się po trochę tancerzem. Jego ekspresyjne ruchy były jak taniec szamana dokonującego erekcji dzieła sztuki. Powstały filmy dokumentujące ten proces. W jednym z ciekawszych kamera została umieszczona pod szybą zastępującą płótno, dając możliwość śledzenia od dołu proces nakładania farby. Takie niekonwencjonalne metody być może zostały zaczerpnięte przez Pollocka z indiańskich obrzędów. Indianie tworzyli na piasku obrazy o przeznaczeniu magicznym. Coś z tej magii chciał uszczknąć dla siebie.
Można zastanawiać się, co w tej twórczości jest dziełem przypadku, a co zamierzeniem artysty. Pollock jednak utrzymywał, że wszystko, co tworzy jest w pełni przemyślane. Kontemplowanie jego dzieł miało pomóc widzowi na dotarcie do własnej podświadomości, by znaleźć w niej odpowiedzi na pytania, które niesie współczesny świat z jego narastającym chaosem i brakiem kontroli. Szczególnie te wczesne obrazy dawały się interpretować na wiele sposobów.
Pollocka uznano za jednego z ojców nowego stylu nazwanego „action painting” (malarstwem akcji) – określenie krytyka sztuki Harolda Rosenberga. Inny krytyk – Clement Greenberg – zinterpretował jego twórczość, jako postkubistyczne pojmowanie malarstwa jako połączenia linii i przestrzeni. Pollock był pierwszym, który takie znaczenie nadał samemu użyciu farby w połączeniu z ekspresją wizji procesu tworzenia. Dokumentował ślady fizycznej i intelektualnej aktywności, która owocowała powstaniem obrazu. Dzieło powstające w swego rodzaju transie zatrzymywało energię uwalniając ją potem przed widzem.
Okrzyknięty najbardziej znaczącym twórcą swojego czasu, znalazł się w niebezpiecznej pułapce. Nie wytrzymując presji bycia największym i napięcia związanego z demonstrowaniem swoistego teatru malowania ekipie filmowej, wkrótce po namalowaniu w 1950 roku Numeru 32, wrócił do picia. Skutkowało to szeregiem problemów osobistych, a zakończyło się po sześciu latach śmiercią artysty w wypadku samochodowym.
A co działo się równolegle w Europie? Tam, na formie plamy i znaku, skoncentrowali się taszyści – ich nazwa pochodzi od słowa „tache” (plama). Zaliczani są do nurtu abstrakcji niegeometrycznej i odpowiadają abstrakcyjnemu ekspresjonizmowi, który rozwijał się w Stanach Zjednoczonych zawdzięczając Pollockowi nowe podejście do samej techniki malowania. Wprawdzie on sam jej nie wymyślił, ale ją rozwinął i nadał jej istotne znaczenie. To przykład na równoległość rozwoju sztuki między kontynentami oraz wzajemne inspiracje.
Obraz Pollocka Numer 5 z 1948 roku został w 2006 roku sprzedany przez dom aukcyjny Sotheby's. Osiągnął cenę 140 mln dolarów i przez pięć lat był najdroższym sprzedanym dziełem sztuki. Zdarzali się naśladowcy, którym wydawało się, że nie ma nic prostszego jak tworzenie dzieła wylewając farbę na podłoże. A jednak w ich przypadku nie zdarzała się żadna magia. Powstawały obrazy bez duszy.
Katarzyna Kaczmarek
Bibliografia
„Historia sztuki”, S. Farthing, wyd. Arkady, 2019
„O sztuce”, E. H. Gombrich, wyd. Arkady, 1996
„Lustro świata”, J. Bell, wyd. Arkady, 2009
„Historia malarstwa”, W. Beckett, wyd. Arkady, 2003
„1000 arcydzieł”, W. Beckett, wyd. Arkady, 2001
„Jackson Pollock - eksperymentował z farbami”, Grażyna Bastek i Michał Montowski, na: polskieradio.pl: https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/2253448,Jackson-Pollock-eksperymentowal-z-farbami









